poniedziałek, 07 listopada 2011
Zee Russians

Podobno rosyjska literatura jest wroga i trzeba do niej strzelać. A co z muzyką? Zapytać można na face book, posłuchać tutaj:

i tutaj^^



poniedziałek, 09 maja 2011
Sufjan

the panic inside
The murdering ghost
That you cannot ignore

Nie wiem dlaczego spodziewałem się skromnego koncertu, kilku przeszkadzajek w tle, jakichś sampli i chłopca z gitarą. A tylko bisowe "Concerning..." takie było (chłopiec na pianinie), pozostałe utwory cieszyły i uszy, i OCZY (a serdca przede wszystkim). 

suf

Po drodze A. trochę mnie wystraszyła doniesieniami z internetów, że dzień wcześniej w Sztoholmie dość zwyczajnie, bez bisów i raczej temperatury. Bałem się, że tak samo może być w Wawie. Bo w teatrze, miejsca siedzące (nasze w loży!), zblazowana hipsterka, zagubiony bkś i wogle.

Jakże się myliłem.

Pierwsze pierdolnięcie nastąpiło gdy artyści wyszli na scenę. W życiu bym się nie spodziewał, że #ludziektórzy 10 minut przed koncertem hipsterzą do wyrzygania (co ładnie podsumował ^michio), będą w stanie zrobić taki nojz. Was loud.

Drugie to cały koncert. Był piękny. 

Dziesięcioosobowy zespół, dwie perkusje, dwie tancerki, elektronika, bosonodzy hipsterzy na klawiszach i dętych, lasery, bajery, wizualizacje, konfetti, serpentyny, kostiumy. Skrzydła, czapki, maski, rysunki, symbole, piktogramy; masońskie, indiańskie, religijne, kosmiczne. SUFJANESTIQUE NA BOGATO. 

(szczegóły możecie przeczytać u prawdziwych dziennikarzy, albo komćnąć)

PS. Apel do ludzi w wieku mojej starej i bekaesiów #po40 (lub w okolicach): jak już przyjdziecie na koncert do teatru i jest fajnie, to możecie poderwać dupy z krzeseł. Zamiast gapić się z szokingiem w oczach. A po utworze nie trzeba obowiązkowo siadać. Dziękuję.

środa, 04 maja 2011
How to listen to the radio & hit the floor

Trójki słucham w ranki dni powszednich by odgonić sen, przywołać hejt i posmakować żeny. Dziś, zamiast Michała Karnowskiego, z politykiem rozmawiała "jedna z najlepszych dziennikarek w polsce", która nasłuchała się pochwał, serdeczności i zdań o niczym od Grzgorza Napieralskiego. A potem się zaczęło. Przed mikrofonami usiedli: Krystian Hanke, Igor Janke i Gość Niedzielny (nie pamiętam nazwiska) i jak łatwo się domyślić zaczęli od rzeczy najważniejszych - świąt po polsku. Pierwszy dostarczył Jankes, wyrażając ubolewanie z faktu, iż przez ostatnie 20 lat Polacy mieli swoje państwo w dupie i nie świętowali jak należy. Dopiero teraz się zmieniło, ale wciąż nie obchodzą 2 i 3 maja wystarczająco estetycznie i radośnie. Tu wtrącił się GN, że nie do końca prawda, bo w Rzymie pokazali jak ładnie potrafią, a i piknik religijny przy (wyśmiewanej przez złych ludzi) Świątyni Opaczności Borzej, też mógł się podobać. W tym miejscu odruchowo chwyciłem się parapetu, niestety nadaremno. Krystian Hanke postanowił odlecieć w najbardziej absurdalne "jest szansą/zagrożeniem dla polski" ever i jebnął takim tekstem "dobrze, że Amerykanie nie zabili Osamy dzień wcześnie, bo zepsuliby nam beatyfikację" (SRSLY). Dlatego puentę Jankesa - "ten zabity nie zasługiwał na żaden szacunek" - usłyszałem leżąc na plecach.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Obwieś

Jak wyjdę z domu to mam tak:

Za Żabką są jescze dwa banki, przed, jedenaście (poza widocznymi na obrazku); plus Expander, dwa Skoki i kredyty u zenka. Skrajne placówki (nomen-omen odzdziały tego samego banku) dzieli nie więcej niż 400 metrów. #bankizm know how.

Za każdym razem jak słyszę "bo mamy taki piękny kraj", to chce mi się smiać. Albo rzygać. Bo gdzie? Po drugiej stronie ulicy:

Znacznie bardziej niż odpicowane starówki i inne atrakcje, jara mnie estetyka zwykłych budynków mieszkalnych, użytkowych, wygląd ulic. Bo co z tego, że odnowią elewację, jak można walnąć taką kupę i co nam pan zrobi:

A obok jest tak:

Dlatego pierwszy radny, który przepchnie uchwałę o kontroli reklam i szyldów*, ma mój głos dożywotnio. Wpisujcie miasta.

*haha, marzenia

sobota, 12 lutego 2011
Skończyłam

i chyba jestem zadowolona. Po rytualnym #samaniewiem - blox (^michio) czy wordpress (^jez, ^nameste, ^nachasz, inni), czy podołam, czy jest po co, co ludzie powiedzą - poszedłem do Agory. I dostałem w ryj cssem.

likewtf

Na szczęście nie byłem sam, byli koledzy. ^gliniany i ^michio, dzielne chłopaki z nadmorza, którym trułem dupę, zadawałem głupie pytania, szukałem wsparcia i zrozumienia, a oni je po chrześcijańsku okazali. Dziękuwa!

Coś tu się jeszcze może zmieniać, podmieniać i przesuwać ale myśl przewodnia (póki co) będzie taka, że grejskala. Osoby, którym layout źle robi w oczy, uprasza się o lurkanie przez aplikację opera mini, gdzie jest białe na czarnym. Osoby, które z jakiś powodów nie chcą figurować w blogrolce uprasza się o stosowną informację.

No. To jestem.